Powrót do szkoły nie okazał się straszną katastrofą, nawet nadrobiłam już dwie kartkówki ( z jedenastu...). Jakoś daję radę.
Wczoraj byłam chyba jakaś nieprzytomna, myślałam, że jest poniedziałek, a to przecież środa,haha... Cieszę się, że nadchodzi weekend, w sobotę wybieram się na dzień otwarty do jednej szkoły, resztę pewnie spędzę na nadrabianiu i może zacznę coś powtarzać do egzaminów - chociaż szczerze wątpię w ten cud.
Dni mijają nieubłaganie, czuję, jakby całe życie mi przelatywało, a jeszcze wszystko przede mną.
Strasznie ciężko mi się robi na sercu, gdy nie mogę kontynuować czytania, bo muszę się uczyć na angielski i biologię. Z angielskim to pół biedy, bo bardzo lubię ten język, ale biologia, to moja słaba strona.
Chciałabym, żeby w moim życiu było więcej magii.
Chociaż pewnie gdzieś jest.
Ukryta, głęboko w duszy.